Za trzy godziny do wróżki ziołowej
W jesienny sobotni poranek, który okazał się znacznie bardziej słoneczny i piękniejszy niż zapowiadała pogoda, moja droga zaprowadziła mnie do Okolice Berlina. W trakcie rejestracji do wycieczka ziołowa z przewodnikiem Pod kierunkiem Denise Siebert otrzymaliśmy dokładny opis miejsca naszego spotkania. Dołączona była także szczegółowa ulotka z mnóstwem informacji o tym, czego można się spodziewać podczas trzygodzinnej „powolnej podróży”. Pojechałem tam więc z moją dziewczyną pełen niecierpliwości „Mühle Lemke” w Hennickendorfie. Udało nam się zaparkować samochód w pobliżu tego imponującego budynku, w którym mieści się duży sklep rolniczy z wieloma regionalnymi produktami dla ludzi i zwierząt i zajrzeć do środka na krótko przed rozpoczęciem wędrówki.
Czas owoców i nasion
Stopniowo na miejsce spotkania przybyło około dziesięciu osób, a Denise Siebert przywitała nas i przedstawiła się jako dyplomowana zielarka i przyrodniczka. Ponieważ słońce było dla nas łaskawe, ale dłonie nadal były trochę zimne, bardzo się ucieszyliśmy, gdy Denise wyczarowała ze swojego koszyka domowy, ciepły sok z rokitnika i jabłka oraz licznych dzikich ziół, takich jak Giersch i Gundermann . Podczas gdy delektowaliśmy się drinkiem, zostaliśmy zapoznani z tym, co miało nastąpić Jesienna wędrówka które przybliżą nas do skarbów kolorowej już przyrody. Podczas gdy wiosna i lato skupiają się na zbieraniu liści i kory, jesień to czas owoców i nasion, wyjaśniła Denise. Siła i zdrowie wracają teraz z liści do korzeni, gdzie dojrzewają dzikie owoce, takie jak owoc dzikiej róży, czarny bez, głóg i tarnina. Potem zrobiło się poetycko, bo naszym pierwszym „obiektem obserwacji” był krwawnik pospolity, którego delikatne liście nazywane są także „brwią Wenus” i uważane są za prawdziwą cudowną broń na kurczowe kobiece problemy w brzuchu. Ponieważ roślina ta faktycznie należy do lata i można ją znaleźć tylko przy odrobinie szczęścia, zwróciliśmy naszą uwagę na klasyczne jesienne owoce i zajęliśmy się owocami dzikiej róży. Wysuszony i rozdrobniony proszek można dodać do jogurtu lub koktajli. Możesz także natychmiast zaspokoić dzienne zapotrzebowanie na witaminę C, po prostu wycierając miąższ pięciu miękkich owoców róży.
Dzika degustacja z widokiem na jezioro
Po tych pierwszych ciekawych spostrzeżeniach powinniśmy się trochę ruszyć i wyruszyć w kierunku Szlak turystyczny 66 jezior NA. Daleko jednak nie zaszliśmy, bo Denise po drodze odkrywała rośliny i dzikie zioła, o których potrafiła nam opowiadać ciekawe rzeczy i dostarczać informacji na temat Do użytku w kuchni lub apteczce przekazane. Poznaliśmy dziewanny, nawłoć, szyszki świerkowe, bluszcz i daglezję, aż do chwili, gdy zrobiliśmy sobie krótką przerwę na pięknej i idyllicznej ławce nad brzegiem jeziora Stienitz. Denise miała małego, żeby poznać „dziki smak”, do którego być może trzeba się jeszcze przyzwyczaić Przekąska przygotowane, co bardzo mi się podobało i wszystkim innym.
Przykład zastosowania u zielarza i przyrodnika
Na pamiątkę naszej wspólnej wędrówki przygotowaliśmy tzw.Oksymel„: mieszanka miodu i octu jabłkowego, do której następnie dodaliśmy posiekane owoce dzikiej róży. Napełniony zakręcanym słoiczkiem, stoi na parapecie w kuchni i codziennie potrząsa nim, przypominając mi o inspirującej wędrówce. Po trzech tygodniach zawsze mogę sobie pozwolić na poranny łyk leczniczego napoju i w ten sposób wzmocnić swój układ odpornościowy. Dla Denise ważne było także podkreślenie, że jest z nią Ziołolecznictwo nigdy nie chce konkurować z medycyną konwencjonalną i wszystko ma swoje prawo istnieć. Ze swojej strony byłem zafascynowany tym, jak duży był Różnorodność dzikich i leczniczych ziół my na Pojezierzu Odra-Sprewa i uważam, że szkoda, że ta wiedza coraz bardziej zanika i rzadko jest wykorzystywana lub przynajmniej zwracana na nią uwaga w praktyce lekarskiej. W czasach, gdy kwestia zrównoważonego rozwoju staje się coraz bardziej istotna, moim zdaniem powinniśmy w większym stopniu wykorzystywać zielone zasoby, które mamy na wyciągnięcie ręki.
Konkluzja
Dla mnie to było Podróż do ekscytującego świata dzikich ziół w każdym razie bardzo wzbogacające. Denise Siebert jest tam z sercem i pasją, w ciekawy sposób przekazuje swoją różnorodną wiedzę i naprawdę zaraża swoim entuzjazmem dla regionalnych ziół dzikich i leczniczych. Z pewnością nie wszystko, czego się nauczyłem i przyswoiłem podczas wędrówki, da się zastosować w życiu codziennym. Ale dla Denise ważne było również udostępnienie nam szybkich i łatwych do wdrożenia przepisów. Owoce dzikiej róży na pewno zostały już zebrane, znajdują się w fazie suszenia i wkrótce będą spożywane w postaci proszku i herbaty.
Wycieczka po ziołach z Denise to jedna z nich doskonały, wszechstronny pakiet, które ja Czas zwolnić na świeżym powietrzu, a jednocześnie dostarczyło nowej wiedzy i poszerzenia wiedzy w obszarze, z którym wcześniej nie byłem zaznajomiony. Jestem za to wdzięczny i już planuję kolejną wiosenną wędrówkę po ziołach.




